Recenzja P. Uli Zawadzkiej

Teatr Epifania od 4 lat występuje na scenie Teatru Academia na warszawskiej Pradze Północ. Nieduża czarna sala Teatru jest ukryta na ostatnim piętrze zrujnowanej kamienicy przy ul. 11 listopada. Latem panuje w tym pomieszczeniu duchota, gdyż okna są pozamykane i oklejone na czarno, aby naturalne światło nie naruszyło panującego mroku. Tuż przed rozpoczęciem przedstawienia, kiedy na widowni zapada całkowita cisza można usłyszeć dudnienie przejeżdżającego tramwaju, które przypomina rytmiczne bicie serca. Dodatkowo krzesełka publiczności ustawione z trzech stron sceny tworzą bardzo intymną atmosferę spektaklu. Są to odpowiednie warunki dla indywidualnych i grupowych sesji terapeutycznych, na które skierował nas brazylijski reżyser Andre de la Cruz w sztuce debiutującej Victorii Vascari o tytule „Psychoterapia”.

Prosta scenografia gabinetu lekarskiego doktor Kuryłko, głównej psychoterapeutki spektaklu nie odwraca uwagi od bohaterów i ich historii. Oprócz biurka na scenie są tylko cztery obrotowe krzesełka na kółkach, na których to siadają i przemieszczają się kolejni pacjenci. Ruchomość mebli reżyser wykorzystał do tworzenia komizmu sytuacyjnego a samym aktorom pozwala to na szybką zmianę położenia względem siebie w zależności od samopoczucia ich postaci. Przydatność folii na podłodze wyjaśnia się pod koniec spektaklu. Z kolei przesuwane tylne ściany sceny oraz zmiana światła symbolicznie oddzielają wydarzenia w sztuce, które miały miejsce poza gabinetem.

„Psychoterapia” opowiada o czterech pacjentach, którzy zwrócili się o pomoc do doktor Kuryłko z różnymi problemami. Początkowo poznajemy ich historie na indywidualnych spotkaniach z psychoterapeutą i jej asystentką. Następnie doktor Kuryłko zaprasza wszystkich pacjentów na wspólne zajęcia grupowe. Z każdą kolejną sesją terapeutyczną co raz lepiej poznajemy bohaterów, gdyż co raz trudniej jest im maskować prawdziwe przyczyny skierowania na terapie. Aktorka Sandra Stencel, którą po raz pierwszy miałam okazję oglądać na scenie, mocno otworzyła spektakl jako pierwsza pacjentka. Grana przez nią postać Agnieszki to dorosła już kobieta, która pragnie uwolnić się od wizerunku grzecznej dziewczynki ale zupełnie nie umie być asertywna w życiu. Jan Wojtyński w roli Karola bardzo przekonująco ukrywa swoją przyczynę wizyt u psychoterapeuty. Strachliwy Tomek grany przez Grzegorza Jarka ani przez chwilę nie przestaje się bać o swoje życie. Duet Andrzej Tomaszewski i Patryk Pawlak, który wielokrotnie występował razem na scenie Teatru Rampa w Warszawie, tym razem sprawdził się w konfiguracji ojciec i syn. Rodzic, który pozornie zna swoje dziecko lepiej niż ono same, przez lata uniemożliwiał synowi podejmowania własnych decyzji. Anitka grana przez Dianę Karamon nie może zaś znaleźć odpowiedniej pracy, do tego dochodzą tiki nerwowe i trudności w nawiązywaniu kontaktów z innymi. Aktorce niestety nie udało się zbudować do końca spójnej postaci. Mimo ciekawego zabiegu wykorzystywanego często przez reżyserów, gdzie dana postać opowiadając o kimś innym odgrywa ją, tu wprowadziło to pewne zamieszenie. Podobnie okulary okazały się jedynie przeszkadzającym rekwizytem. Nie można zapomnieć o aktorce Ewe Ampulskiej, współzałożycielce Teatru Epifania, której postać Asystentki lekarza była główną przyczyną salw śmiechu na widowni. Najważniejsza w spektaklu, doktor Kuryłko (Małgorzata Łazarczyk) mówiła nieco zbyt szybko i cicho, jak na warunki panujące na sali, niemniej udało jej się utrzymać w ryzach ten lekko zachwiany świat. Dodając do grupy pacjentów w pewnym momencie Jerzego (Jasiek Aleksandrowicz), niezapowiedzianego gościa w gabinecie lekarskim, otrzymujemy mieszankę wybuchową prosto z filmów Tarantino. Kolejne niespodzianki piętrzą się, zaś przewidywana kulminacja okazuje si być dopiero początkiem nowej historii..

Mimo poruszania trudnych tematów spektakl to komedia. Pada na scenie dużo zabawnych tekstów, pojawiają się absurdalne sytuacje, niespodziewane zwroty akcji i elementy rodem z filmów Tarantino. Reżyser Andre de la Cruz wyśmiewa dzisiejsze społeczeństwo i zasady nim rządzące, tak jak i samą psychoterapię, dodatkowo podbudowując komizm „ostrymi” rekwizytami, tańcem i rozmowami przez telefon. Zdobywca nagrody na III Festiwalu Monodramu „Monoblok za reżyserię spektaklu „Mariana” wykreował w „Psychoterapii” świat, w którym mamy okazję spotkać w jednym miejscu, w ciągu 90 minut bardzo różne osobowości. Specyficzność postaci tym bardziej wybija się w kontraście do zrównoważonej lekarki Pani Kuryłko. Aktorzy znani mi już z innych spektakli stworzyli bardzo ciekawe kreacje. Byli wiarygodni w swojej „nienormalności”. Nie bali się też grać tyłem do widowni, tworząc intymną atmosferę gabinetu u psychiatry, by potem nagle zburzyć czwartą ścianę i wciągnąć widzów do wspólnej zabawy.

Podsumowując publiczność opuściła miejsca w dobrych humorach, reżyserowi udało się rozbawić i zaskoczyć widzów, utrzymując napięcie, mimo zdawałoby się ciężkiego tematu sztuki i brazylijskich warunków panujących na sali. Natomiast momenty dramatyczne w sztuce pozostawiły pewien niedosyt. Dużo łatwiejszym zadaniem okazało się rozśmieszenie widza niż wzruszenie go. Mogę pogratulować reżyserowi odwagi w kolorowaniu postaci oraz cieszę się, iż samby w spektaklu nie zabrakło. Mam nadzieję, że nadal licznie przybywający widzowie do Teatru Academia nie pozwolą na zamknięcie tego klimatycznego miejsca na Pradze Północ.

Urszula Zawadzka
Nowa Siła Krytyczna
06-08-2013

Dodaj komentarz